Rób to co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować

Data dodania: 2016-02-06
Awatar Beskidzka Mama - BeskidzkaMama
Beskidzka Mama - Portal - Magazyn - Szkolenia dla Mam z Podbeskidzia i nie tylko. Zapraszamy do współpracy: redakcja@beskidzkamama.pl

Z Magdaleną Fułat – Imielińską z Ciśca (k. Żywca), mamą 4-letniej Emilki, rozmawiam o tym jak małe – wielkie marzenia stały się rzeczywistością!

Od kiedy prowadzisz bloga? Jaką cieszy się popularnością?

Bloga prowadzę od marca 2012 roku, niedługo minie 4 lata odkąd go założyłam. O tyle o ile popularność można określić ilością unikalnych użytkowników, którzy odwiedzają bloga to jest ich miesięcznie około 150-200 tys., co generuje prawie pół miliona odsłon miesięcznie.

Czy zawsze lubiłaś gotować, piec?

Piec i gotować lubiłam od zawsze. Od dziecka towarzyszyłam mamie i babci i ta dziecięca zabawa przerodziła się w ogromną pasję.

Czy przepisy, które publikujesz na blogu są Twoimi autorskimi? A może zdradzasz jakieś rodzinne tajemnice?

Staram się  umieszczać przede wszystkim przepisy autorskie, takie których nie ma nigdzie indziej. Wiele z nich jest bardzo oryginalnych, bo powstają pod wpływem chwili, w trakcie pieczenia czy gotowania. Po prostu wchodzę do kuchni, patrzę co mam w szafkach i z tego tworzę. I staram się, żeby za każdym razem było to coś nowego i innego. Staram się nie wzorować na innych, jeśli już to korzystam z receptur mamy i Babci, które zawsze są sprawdzone, mam do nich sentyment i w końcu się na nich wychowałam.

Kiedy narodził się pomysł na wydanie własnej książki?

Pomysł wydania własnej książki w zasadzie chodził mi po głowie od dawna, to było chyba od zawsze moje marzenie. Ale nawet nie śniłam, że się spełni. Ciągle czekałam aż to się jakoś samo zrobi, ale w końcu za radą znajomego postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce, nie czekając aż ktoś mi coś zaproponuje. I się udało, choć sama w to jeszcze nie mogę uwierzyć.

Jeśli chciałabym wydać książkę, od czego powinnam zacząć?

Hmm... Chcąc wydać własną książkę powinnaś przede wszystkim przeliczyć siły na zamiary. Wbrew pozorom to nie robi się samo, a kosztuje wiele pracy, wysiłku i czasu. I trzeba się zastanowić, czy będą chętni żeby taka książkę kupić. U mnie sprawa była o tyle prosta, że wiele osób mnie pytało o książkę zanim ona zaczęła powstawać, więc wiedziałam, że jakieś zainteresowanie będzie.

Czy przy wydaniu książki napotkałaś jakieś przeszkody?

Niestety tak, napotkałam ich kilka, w tym jedną dużą. Właściciel pewnego wydawnictwa chciał wydać moją książkę, obiecując mi przysłowiowe "gruszki na wierzbie" i ogromne honorarium, ale niestety skonstruował umowę tak, że nie miałabym z tego ani praw do książki ani pieniędzy. Dobrze, że wśród znajomych znalazł się ktoś, kto w porę mnie ostrzegł. Niestety są ludzie, którzy żerują na tym, że ktoś jest niedoświadczony i nie zna się na pewnych rzeczach.

Czy duże środki trzeba zainwestować aby wydać własną książkę? Jak to wygląda od strony finansowej?

Książkę można wydać na dwa sposoby - najprościej znaleźć wydawnictwo, które wyda ją za nasze pieniądze, ale trzeba wtedy zainwestować kilkanaście tysięcy złotych na początek. Można też poszukać wydawnictwa, które wyda ją na własny koszt, a nam zapłaci honorarium.

Jest to trudniejsze ale się udaje.

Rozumiem, że cała treść i zdjęcia były robione przez Ciebie? Jednak kto zajął się składem książki, czyli przygotowaniem jej do druku?

Treść i zdjęcia w książce są mojego autorstwa (oprócz zdjęć mojej osoby, które robiła Renata Osińska). Książkę do druku przygotowało Wydawnictwo Świętego Macieja z Lublińca. Można ją zamówić bezpośrednio u mnie, jej koszt to 29 zł.

Ile czasu upłynęło od pomysłu do wydania książki?

Pomysł powstania książki narodził się w maju 2015 r.. Proces wydawniczy trwał od początku listopada. Tak więc w sumie trzeba liczyć dobre kilka miesięcy.

Jest wiele blogów, książek kucharskich, czym wyróżnia się Twoja?

Tak, zgadza się. Jest wiele blogów i książek kucharskich. Sama mam ich mnóstwo, ale prawie wcale z nich nie korzystam. Po zrobieniu rozeznania wśród znajomych, wiedziałam czego im brakuje. Po kilku latach prowadzenia bloga wiem, czego oczekują i jakich przepisów szukają moi czytelnicy. Dlatego robiąc książkę, nie skupiałam się na przepięknych artystycznych zdjęciach, a na przepisach. Starałam się je dobrać tak, żeby mógł z nich skorzystać każdy. I nastolatka zaczynająca przygodę z pieczeniem, i doświadczona gospodyni lubiąca eksperymenty kulinarne, i babcia, która potrzebuje prostego przepisu na smaczne ciasto. Zależało mi na tym, żeby ciasta z tych przepisów można było upiec ze składników dostępnych w każdym normalnym sklepie, za niewielkie pieniądze. Bo żeby gotować smacznie nie trzeba wyszukanych składników. Wystarczy włożyć w to odrobinę serca, a wtedy najprostszy placek smakuje wyśmienicie.

Czy „Domowa Cukierenka” to jeszcze pasja czy już biznes ?

Domowa Cukierenka to przede wszystkim pasja. Pasja, która z dnia na dzień coraz bardziej mnie pochłania i wciąga. A że przy okazji staje się pracą, co jest dodatkowym plusem. Ktoś mądry kiedyś powiedział "rób to, co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować". I to właśnie się sprawdza w moim przypadku.

Czym zajmujesz się na co dzień, czy pracujesz gdzieś, a blog, książka to odskocznia?

Na co dzień wychowuję córeczkę i zajmuję się właśnie blogowaniem.

Współpracuję z wieloma firmami np. testując ich produkty, przygotowuję przepisy dla prasy, prowadzę warsztaty, uczę dzieci sztuki kulinarnej.

I pracuję już nad kolejną książką. W zasadzie całe moje życie kręci się już wokół tematu gotowania. To co na początku było odskocznią i hobby, pochłonęło mnie na dobre i wypełnia cały mój dzień a czasem i noc, bo zdarza się czasem, że zabraknie dnia, żeby wszystko ogarnąć. W wolnych chwilach uciekam w góry. To moja druga pasja i odskocznia od kulinarnego świata.

Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki!

Podziel się na:

Komentarze:



Najpopularniejsze: